8 rzeczy, które nas rozleniwiają

DSC_3533

DSC_3533

Są w życiu momenty aktywne i są takie, które promieniują lenistwem na kilometr. Aby życie w miarę się układało i nas satysfakcjonowało warto zadbać, aby tych drugich momentów było jak najmniej. Jak się nie chodzi do szkoły, na studia też nie, nie ma się pracy, a nasza egzystencja sprowadza się tylko do wielogodzinnych przesiadywań przed ekranem – wiedz, że coś się dzieje. I tak mniej więcej to wszystko wygląda u mnie, jak na razie żyje z dnia na dzień, czekając aż coś się zmieni.

A dzisiejsze zestawienie, to rzeczy, które tylko jeszcze bardziej wyprowadzają nasze życie z równowagi, i którym trzeba się przyjrzeć, czy aby przypadkiem nie przyćmiewają naszego jestestwa.

1. Zbyt długie spanie. Bo spać o chyba każdy lubi, a jak się człowiek wyśpi, to świat wygląda piękniej i w ogóle. Może faktycznie i dzień jest piękniejszy, ale na pewno nie dłuższy, a już na pewno nie bardziej produktywny. Bo jak śpimy do południa, to zostaje nam już tylko parę godzin światła dziennego i kolejna noc. A takie wczesne wstawanie rozwija przed sobą te wszystkie piękne ranne godziny, dwa razy więcej czasu na wszystko i większe zadowolenie z nieprzespanego dnia.

2. Zbyt obfite jedzenie. I tutaj sprawa ma się podobnie jak ze spaniem. Co za dużo to nie zdrowo. Głodzić też się nie możemy, bo będzie się nam wszystko w środku wywracało, nie dając myśleć o czymś innym. Ale przejedzenie jest o wiele GORSZE. Bo człowiek ma ochotę iść spać, toczyć się jak kuleczka, albo siedzieć i narzekać, że mu brzucha przybywa. A tutaj trzeba zaradzić – jeść odrobinę, potem to wszystko spalić i z przyjemnością czekać na kolejny pożywny posiłek.

3. Niedbałość o strój i wizerunek. To jest tak dobrze znane wszystkim tym, którzy siedzą w domu jak ciołki i nic nie robią. Siedzą i kontemplują życie, którego nie mają. Od biedy wciągną na siebie potargany podkoszulek, dziurawe gacie i przykryją się rozciągniętym swetrem. A potem snują się całymi dniami i jęczą, jakie to życie ich jest marne. A tutaj taki myk. Pomyśl sobie, wstajesz rano, starannie wybierasz ciuchy, mogą być nawet takie zwyczajne, ale jakoś fikuśnie dobrane. Nakładasz makijaż, ujarzmiasz tę swoją grzywę, myjesz ładnie ząbki i jesteś jak nowo narodzony człowiek, któremu (oczywiście) chce się bardziej żyć.

4. Brak organizacji. To chyba częsta przypadłość ludzi, którzy skończyli szkoły, uczelnie i siedzą na bezrobociu. Bo jak nie ma z góry narzuconej organizacji, to samemu się nie chce o nic walczyć. A tutaj wystarczy sobie terminarz zakupić, albo ściągnąć i wydrukować taki fajny od Aliny. A potem tylko: zorganizować wyjście ze znajomymi, pójść na basen, trzy razy w tygodniu uczyć się angielskiego i nie zapominać o żadnych urodzinach. Świetna sprawa, a jak świetnie motywuje, kiedy już się taki dzień/tydzień z powodzeniem odhaczy.

5. Zbyt długie siedzenie przed komputerem. Komputer to nie jest zło. Już kiedyś o tym wspominałam w poście o kreatywnym spędzaniu czasu przed monitorem. Są jednak rzeczy, których radzę się wyrzekać. Jak wielokrotne odświeżanie facebooka, przewijanie kwejka, czy zbieranie buraków w farmville. Najlepszym rozwiązaniem jest dawkowanie sobie internetu. Na przykład pół godziny przed monitorem, na 1,5 godziny innych czynności. I takim oto sposobem, będziemy mieli ograniczony czas, a jak go spożytkujemy to już nasza sprawa.

6. Rutyna. Dni kończące się zawsze tak samo, te same posiłki każdego dnia, ciuchy, których nawet nie chce Ci się prać, koty miauczą, psy szczekają, a Ty ciągle taki sam. A gdzie czas na odrobinę szaleństwa? Gdzie ta młodzieńcza zaciętość, łamanie reguł, drobne wyskoki? Czy wszystko już teraz sprowadza się do monotonnego rytuału? A może by tak zorganizować mały wypad za miasto, wędrówkę ze znajomymi, wyjście do teatru, naukę nurkowania, nową potrawę na stole…

7. Bałagan. Ten z umysłu jak i ten wokół. To tak jakby niekończące się, powolne sprzątanie, przekładanie, rozrzucanie, ale nigdy nie czyszczenie do końca. Zrób coś z tym, wyrzuć zbędne rzeczy, pamiątki zostaw, książki odkurz, stare zeszyty powyrzucaj, ciuchy posegreguj, każdej rzeczy znajdź swoje miejsce i się tego trzymaj. A kłębiące się myśli zapisz i wymyśl rozwiązania. Voila! Porządek gotowy.

8. Brak ruchu. Nie ma nic gorszego niż zastój fizyczny z jednoczesnym przejedzeniem. Czy czuliście się kiedyś jak pączek? Ja mam tak często – o zgrozo! A tutaj jest taka prosta rada – wyrwania się z niezdrowego jedzenia i odrobiny ruchu. Już nawet poobiedni spacer może zdziałać cuda i orzeźwić nasze krąglutkie ciało. A co dopiero godzina pływania, albo jakiś trening z Ewą Chodakowską. A skakanie przez 15 minut jak dziewczynka przed szkołą też jest super. Wystarczy tylko trochę chęci.

To by było na tyle ode mnie. Post pisany w pośpiechu, z małą nutką aluzji do samej siebie i mojego ciężkiego tyłka. A teraz czas na mały wyskok, pociągiem w Polskę. Może się spotkamy w Gdańsku, Wrocławiu, Poznaniu, gdziekolwiek. Ale o tym napiszę jak wrócę!

podpis

  • Dorota Falkowska

    o rany, to prawda najprawdziwsza! chciałabym przestać być uzalezniona od głupiego siedzenia na fb, dlaczego tylko zawsze powtarzam sobie to słynne: od poniedziałku? nie wiem.. powinnam od zaraz! ; )

  • http://vier-eulen.blogspot.com/ Sofia

    O, to post dla mnie, ostatnio jestem taka rozlazła, że chyba mogę się podpisać pod każdą z tych rzeczy. I naprawdę, nawet takie drobiazgi jak wybranie ładnych ciuszków rano, czy krotka przejażdżka rowerem po powrocie z uczelni zamiast kolejnych minut spędzonych przed monitorem dużo pomagają w odzyskiwaniu motywacji i energii!

    • http://www.evemarie.li/ evemarie

      tak, to prawda. takie małe czynności sprawiają, że możemy więcej zrobić. ja chyba potrzebuję jakiegoś jesiennego bodźca, żeby coś pożytecznego w końcu zrobić :P

  • http://niesmigielska.com/ elżbieta

    no zgadzam się! wielu rzeczy już się oduczyłam (na kwejka na szczęscia
    nigdy nie wchodziłam ;) a impulsem do przemiany z rozlazłego grubawego
    człowieka było bieganie. tzn. któregoś dnia, dwa lata temu się wzięliśmy
    za siebie i w 3 miesiące schudłam do rozmiaru xs, który noszę po dziś
    dzień. wstaję codziennie o szóstej, też w weekendy, bo mi szkoda dnia.
    zdrowo się odżywiam i wszedzie jeżdże rowerem. zaczęłam dbać o
    mieszkanie i mam porządek. bywają dni, że nawet nie włączam po pracy
    komputera, tylko czytam książki. wynajduję rzeczy do zrobienia, miejsca
    do zwiedzenia, wystawy do obejrzenia.
    sorry, że tak kipię
    samozadowoleniem, ale naprawdę te wszystkie zmiany polepszyły moje życie
    o 300%. a jak ja mogłam, to każdy może.

  • Pingback: Olinkowe love #1 | Actually, you can!()

  • magentaxoblog.blogspot

    za duzo tu punktow ktore utozsamiac moge ze swoja osoba…

  • Małe codzienności

    Rutyna i brak organizacji to punkty które znikają gdy pojawiają się dzieci. Z dziećmi trzeba wyjść, przy nich nie zasiedzimy się przed kompem, im trzeba gotować urozmaicone pośiłki… Dzieci leczą z pewnych rzeczy.

    Ja jestem bezrobotna ale jestem zorganizowana, co rano robię makijaż i się ubieram wyjściowo (przynajmniej od kiedy mojemu dziecku przestało się ulewać), dbam o porządek w mieszkaniu, każdego dnia robię świeży obiad, wychodzę na spacery. Staram się mieć czas na książkę, komputer, telewizor, rozmowę z koleżanką i z mamą przez telefon co kilka dni. Śpię do 6-7, zależy na ile dzieci pozwolą. Jem do syta ale nie do przejedzenia. Pozwalam sobie na przyjemności.
    Oczywiście brak mi pewnych rzeczy, jak spokojne wyjście do fryzjera bo nie mam opiekunki, ale mam nadzieję, że za jakiś czas wrócę do pracy. A wtedy dzięki dobremu zorganizowaniu, będzie trochę łatwiej.

  • Pingback: Przegląd tygodnia 4/10 | Life Manager-ka()

  • http://refreshyourdaily.blogspot.com/ Refresh Your Daily

    To samo działa u mnie, choć cały czas staram się z tym walczyć. Wstawać po odpowiednim czasie snu, mniejsze, a częstsze posiłki, lepsza organizacja i przede wszystkim odejście od komputera choć na chwilę…

  • http://www.rudykotandrzej.blogspot.com/ Anna M.

    No niestety, rutyna i nuda zabija. Grunt to dobrze się zorganizować i mieć świadomość, tak jak piszesz.