jak plaża, to Bournemouth

DSC_5810

DSC_0167

Od dzisiaj zacznę opisywać cały zeszły tydzień, który obfitował w niesamowite wrażenia.  Moja przygoda miała początek we wtorek, kiedy to razem ze znajomymi wybraliśmy się do Bournemouth. Jeżeli spojrzycie na mapę Wielkiej Brytanii, to znajduję się on na samym południu nad morzem. Właściwie nie był to pierwszy raz kiedy tam zawitałam, ale tym razem pogoda bardziej dopisywała. Z niecierpliwością czekam na słoneczne dni, kiedy będę siedziała godzinami na tamtejszej plaży, pływając i czytając na zmianę!

DSC_5810

Podróż busem z Salisbury do Bournemouth zabiera nieco ponad godzinę czasu, a bilet powrotny kosztuje chyba 7,5 funta. Lecz kiedy już się przebrnie ten odcinek trasy, przed nami otwiera się niesamowity widok na morze i plażę, a także przepiękny park w centrum.  Miasteczko jest znane z tego, że znajduje się tutaj molo (po angielsku pier, dla tych głodnych wiedzy). Chyba nie dorównuje długością do mola w Sopocie, ale również jest ciekawą atrakcją.  Byłam na nim dwa razy i ani razu nie płaciłam, lecz możliwe jest, że w okresie letnim będą pobierali jakieś opłaty za wstęp.

Warto także zaglądnąć do „miejsca rozrywki” zaraz przy molo. Nie wiem, czy mogę to nazwać kasynem, ale tam się wrzuca monety i można wygrać albo inne monety, albo jakieś zabawki. Jest to dobra opcja dla pozbycia się zbędnych dwu-pensówek i dobrej zabawy jednocześnie.

DSC_0165

Z rzeczy, które jeszcze mi zostały do zrobienia w Bournemouth to lot balonem do góry, a także odwiedzenie Oceanarium. Ceny prawdopodobnie nie będą należały do najtańszych, ale ostatnio wyznaję filozofię „collect moments, not things”.

DSC_5770

We wtorek udało mi się zebrać kolejne wspomnienie związane z poniższym zdjęciem. Była to ogromna karuzela z huśtawkami na łańcuchach. Wydawać by się mogło to tak dziecinne, jednak kiedy ruszyło, myślałam, że oderwie mi głowę. Ostatnio w ogóle pokochałam takie „ekstremalne” atrakcje, bo dwa dni wcześniej byłam w wesołym miasteczku na czymś ogromnie wysokim i obracającym się do tyłu i do przodu. Aby doświadczyć takich wrażeń, trzeba się liczyć z ceną pomiędzy 2-4 funtów.

DSC_5786

Na szczęście pogoda nam dopisała, pomimo to, że było bardzo wietrznie i nawet odważyłam się ściągnąć wierzchnią garderobę (ale tylko do zdjęcia), żeby pokazać tym co mają śnieg za oknem, jak to u nas jest pięknie.

DSC_5818

Ostatnią rzeczą, którą mieliśmy okazję doświadczyć w Bournemouth było rozczulanie się nad wiewiórkami, które przychodziły tak blisko, że z łatwością można było im robić zdjęcia. Na koniec oczywiście wylądowaliśmy w pubie na małe co nieco, a potem wszyscy ładnie wróciliśmy do domu.

DSC_5840

 

 

podpis