dziennik z Islandii – dzień 1-3 – Reykjavik

DSC_8677

Zdjęć, jak i wrażeń z samego Reykjaviku mam niewiele. Przynajmniej z tych pierwszych kilku dni. Przyleciałam w niedzielę, 22 czerwca, w nocy, pokonawszy trasę Kraków-Reykjavik trzema samolotami. Międzylądowania w Kopenhadze i Edynburgu wcale nie były takie uciążliwe, a bagażu nie zgubiłam.

Kiedy w końcu wylądowałam na docelowym lotnisku, było już późno, ale ciągle jasno. Bardzo zdezorientowana stanęłam na zewnątrz i zapaliłam papierosa (jak to mam w zwyczaju, kiedy jestem bardzo zdezorientowana). Przede mną była wizja łapania pierwszego samotnego stopa z lotniska do centrum. Jednak… wcale nie musiałam tego robić, ponieważ bardzo miły starszy pan, również palący papierosa, zaczął rozmowę o pięknym wieczorze i tej cudownej Islandii. Okazało się, że przyjechał z wycieczką dzieciaków z Edynburga, a po tym jak mu powiedziałam, że mam zamiar łapać stopa do Reykjaviku, zaproponował mi, żebym zabrała się z nimi autokarem. Tak więc bez większych problemów dotarłam bardzo szybko do centrum.

W samej stolicy miałam umówiony nocleg  na trzy noce poprzez couchsurfing u pewnego Islandczyka. Oddur, bo tak miał na imię, podał mi swój numer telefonu, abym się z nim skontaktowała, jak już dolecę. Kiedy napisałam mu, gdzie jestem, postanowił mnie odebrać z przystanku. Wcześniej jednak udało mi się porozmawiać chwilę z młodym Niemcem, który właśnie wracał z dumpster diving i podarował mi dwa jabłka. Wtedy jeszcze nie doceniałam tego szlachetnego gestu, ale z czasem miło wspominałam zjedzenie tych owoców, jako że moja dieta podczas autostopowania stała się naprawdę uboga. Jakoś niedługo potem Oddur odebrał mnie z przystanku i zawiózł do swojego mieszkania oddalonego nieco od centrum. Rozmawialiśmy trochę, a później bardzo wymęczona położyłam się spać.

Aklimatyzacja. Tak postanowiłam nazwać swoje lenistwo, ponieważ podczas tych dwóch dni w Reykjaviku nie zrobiłam zbyt wiele. Spałam długo odsypiając podróże. Byłam także na spacerze prowadzącym do latarni morskiej w Seltjarnarnes, gdzie uciekałam przed starszym gościem, który zapraszał mnie do wspólnej nagiej i gorącej kąpieli w wannie wydrążonej w skale (był na szczęście nieszkodliwym Islandczykiem). Poszłam także na Free Walking Tour po mieście i dowiedziałam się o 13 Świętych Mikołajach, złej czarownicy i jej ogromnym kocie oraz o innych zwyczajach i historiach związanych z Islandią. Poza tym poznałam Matyldę z tego cudnego bloga (kocham jej rysunki!), z którą też spędziłam parę dziwnych dni pod koniec mojego pobytu na Islandii. Ale o tym będzie dużo później.

Tak z ciekawostek żywieniowych Islandczyków, to mój host przygotował kolację, która składała się z ryżu gotowanego na mleku, z bakaliami oraz wkrojonej do tego kiełbasy z wątróbki. Smakowało wyjątkowo w porządku, jak dla osoby, która nie jada wątróbki…

Tak mało zdjęć i tak mało do powiedzenia. Pogoda była kiepska, a wtedy jeszcze się do niej nie przyzwyczaiłam, byłam zestresowana, więc dużo paliłam, dużo się aklimatyzowałam i starałam odwlekać jakiekolwiek decyzje. Takie były moje początki na Islandii. Takie, że prawie chciałam wracać…

DSC_8668

DSC_8677

DSC_8681

Garść przydatnych informacji:

  • podczas przyjazdu do Reykjaviku, pierwsze co powinniście zrobić, to udać się do Informacji Turystycznej i zaopatrzyć w masę przydatnych map i broszur na temat samego Reykjaviku, a także okolicy.
  • w stolicy wiele muzeów jest za darmo, warto więc sprawdzić co i jak na stronie The Iceland Museum Guide (w punktach informacji dostępne są także małe darmowe książeczki ze wszystkimi muzeami na Islandii).
  • najlepszy campsite na świecie! 
  • jak już wcześniej wspominałam: darmowe wycieczki po mieście
  • we wszystkich hostelach z Hostelling International na terenie Islandii jest darmowe wifi z hasłem: freshair
  • JA CHCĘ WRÓCIĆ DO REYKJAVIKU!

podpis

 

  • http://ministerstwopannype.pl/ Paula Puchacz

    haha, nie śpimy!! podoba mi się ta twoja aklimatyzacja xD czekam na ciąg dalszy :)

  • http://www.brighthearted.blogspot.com/ Karolina Ramos

    A jak ceny jedzenia? Bardzo drogo?

    • http://www.evemarie.li/ eva maria

      Porównując do cen polskich to tak. Przez tydzień żywiłam się chlebem za ok 8 zł oraz 0,5 kg daktyli za 7,5. Do tego jakieś najtańsze herbatniki za ok. 5 zł. Poza tym wszędzie obecne hot-dogi są w cenie 8-10 zł, a zwykła kawa parzona to jakieś 5. Ale jak się umiejętnie kupuje i ma się kuchenkę gazową, to można spokojnie zrobić sobie obiad typu makaron z sosem za jakieś 10 zł :)

      • http://www.brighthearted.blogspot.com/ Karolina Ramos

        No to taniej niż w Australii hahaha :D Ostatnio chciałam kupić jogurt – najmniejszy i najtańszy z możliwych to 3.99$…. Chleb to jakieś 3-4$.

  • http://www.patinorway.blogspot.no/ Pat W

    Zapowiada się ciekawie :) A kolacja przygotowana przez hosta jest bardzo podobna do mojego ulubionego norweskiego Risgrøt z suszoną nogą owcy <3 (witamy w Bergen) :D

  • http://www.hajperbaton.blogspot.com Matilda Aurora

    Boze, bede slawna! w Koncu!

  • http://letsdrinkthewildair.blogspot.com/ Martyna Szczegielniak

    Super blog! Dopiero się wczytuje, ale już widzę że dzieliłyśmy wiele wspólnych ścieżek. Tylko w innym wymiarze czasu. :)

    Przesyłam norweskie ściski!