jak szybko przyzwyczaiłam się do życia w Anglii

DSC_2617

aha

Na pewno większość z was zdaję sobie sprawę, że Wielka Brytania jest taką „czarną owcą” w Europie. Raz nawet spotkałam się ze stwierdzeniem, że tak naprawdę nie należy do Europy, a jest raczej osobną wyspą. No cóż… Wielka Brytania to kraj wielu kontrastów. Poniżej przedstawię wam kilka z nich, wraz z czasem, w jakim udało mi się do nich przywyknąć.

lewostronny ruch – 1 miesiąc

Na początku przechodzenie przez jezdnię wymagało paru minut myślenia. „Bo jeśli się popatrzę w lewo, to samochód nadjedzie z lewej czy z prawej strony?” i tak dalej. I nie mówię tutaj o prowadzeniu pojazdu, bo niestety nie jestem jeszcze właścicielką prawa jazdy, ale samo poruszanie się po ulicy jako pieszy, daje nam na początku nieco do myślenia. Wchodzenie po schodach także powinno odbywać się z lewej strony (na przykład na dworcu kolejowym w Bristolu można się spotkać z oznaczeniami „tu wchodzić”,  a po drugiej stronie schodów „tutaj nie wchodzić”). Co do poruszania się po chodniku, tutaj można iść jak się chce, albo zostać poprowadzonym przez tłum. Dużo kłopotu sprawia także wsiadanie do samochodu – ciągle zastanawiam się, gdzie siedzi kierowca i zazwyczaj próbuję go podsiąść. Ostatnie na co warto zwrócić uwagę to przystanki autobusowe, które z wiadomego powodu znajdują się po drugiej stronie ulicy niż w Polsce.

DSC_5680

monety – 2 tygodnie

Jak wiadomo Wielka Brytania nie należy do strefy pieniążków Euro i mają swoją walutę funta szerlinga. Do tego trzeba się przyzwyczaić, jak zresztą ze wszystkim. Jeden pens jest brązowy i malutki, dwa pensy są większe i brązowe, 5 pensów jest najmniejszą srebrną monetką, a 1 funt jest taki okrągły, grubszy i pozłacany, 50 pensów jest największe i ma kańciaste brzegi, a 20 pensów to jego mniejsza kopia. To wszystko do wypraktykowania w ciągu kilku wizyt w pubie.

płacenie w sklepie – 1 tydzień

Bo to jest coś co ludzie powinni wiedzieć, jak wybierają się do Wielkiej Brytanii. Tutaj NIE kładzie się pieniędzy na ladzie, bo sprzedawca będzie się na ciebie dziwnie patrzył. ZAWSZE podajesz je kasjerowi do ręki i od tego nie ma wyjątków. Jeżeli więc chcesz uniknąć nieporozumienia, po prostu „daj w łapę”.

DSC_5685

gniazdka kontaktowe – kilka dni  do zakupienia przejściówki

Na to trzeba zwrócić uwagę już w dniu przyjazdu, bo tego naprawdę nie da się ominąć. Wystarczy tylko, żeby nam się wyładował telefon, a już mamy problem. Z tego co wiem, to w wielu miejscach można kupić takie przejściówki. Na pewno można nabyć je na lotnisku, albo poczekać aż się przyjedzie do swojej miejscówy (tak jak ja to zrobiłam). Osobiście zakupiłam przejściówkę parę dni po przyjeździe w bardzo przydatnym angielskim sklepie, gdzie wszystko można znaleźć za funta (tak, tak Poundland się kłania). Oczywiście jakość pozostawia wiele do życzenia, ale jeszcze mnie nie kopnął prąd, a przejściówka służy już ponad pół roku.

DSC_5687

dwa krany – 1 miesiąc

Do tego chyba było mi się najtrudniej przyzwyczaić. Bo jak to jest, że odkręcasz jeden kurek i masz wodę zimną jak lód, a kiedy chcesz włożyć ręce pod ten z drugiej strony, to nagle olewa cię fala wrzątku? I ja nie wiem jaką Anglicy mają radę na mycie rąk, ale ja zazwyczaj myję je pod zimną. Z moich obserwacji wynika, że z lewej strony zazwyczaj jest ciepła, a z prawej zimna woda.

sznureczek w łazience – parę dni

Jak już jesteśmy przy temacie łazienkowym, to mam dla was kolejną wiadomość – w angielskich łazienkach nie uświadczycie żadnego przejawu elektryczności – ni to kontaktu, ni to włącznika światła. Zazwyczaj wchodząc do łazienki widzisz wiszący sznureczek, za który trzeba pociągnąć, aby stała się światłość. I tak to już chyba jest w każdym domu, z knajpami trochę inaczej, bo w nich zazwyczaj zapala się światło na zewnątrz łazienki.

DSC_5688

okna – do pierwszego spotkania

Miałam przygodę związaną właśnie z oknami. Bo w Anglii musi być inaczej i już! Tutaj, żeby otworzyć okno, trzeba je podnieść do góry, a raczej tak przesunąć. Z tego też powodu są one bardzo trudne do wymycia z zewnątrz. Dlatego też powstały specjalne ekipy myjące okna, które przychodzą raz w miesiącu, wchodzą na drabiny i myją okna. I pewnego pięknego dnia we wrześniu siedziałam sobie na łóżku, aż tu naglę widzę jakiegoś człowieka za oknem (nie to, żebym miała pokój na pierwszym piętrze). Trochę się zdziwiłam, ale postanowiłam ukryć się za firanką i nie dawać znaków życia. Jak skończył myć, to sobie poszedł, a w drzwiach zostawił kartkę z ceną za usługę. Miło.

 

To chyba tyle z moich pierwszych doświadczeń w Anglii. Wcześniej mogliście sobie przeczytać o społeczeństwie angielskim, a teraz mogę jeszcze dodać, że Anglicy nie lubią jak się mówi na nich „Anglicy”. Bo Szkoci, Walijczycy, czy Irlandczycy Północni mają swoje nazwy od osobnych krajów, a oczywiście Anglicy nie mogą mieć od Anglii. Trzeba ich nazywać Brytyjczykami, bo mogą cię naprawdę nie polubić od pierwszego spotkania.

W następnej kolejności mam w planach przytoczenie coś o zwyczajach żywieniowych Brytyjczyków. I nie myślcie, że będzie tylko o McDonaldzie i fish and chips’ach :D

podpis

 

 

PS A teraz wybieram się na świętowanie dnia św. Patryka w pobliskim Irish Pubie – niech zielone koniczynki będą z Wami!

  • e.borkowska

    Dwa krany doprowadzały mnie do sząłu jak również nie możność wysuszenia włosów w łazience :) Cała reszta – urocza, nawet te krótkie pogaduszki! (miałam sąsiadkę, która również mnie zagadywała „how are you” ilekroć ją mijałam) …

    • http://www.evemarie.li/ evemarie

      Ja zawsze zdaję sobie sprawę, że nigdy nie pytam się jak się oni czują. Bo to u nich jest takie automatyczne, a ja jeszcze się nie przyzwyczaiłam…

  • http://www.facebook.com/sledzUH Shemeek Saïd Meçabih

    do kranów po 3 latach nie mogę się przyzwyczaić :D

    fakt, że jak się na angoli powie, ze jest „angolem” to może strzelić focha.
    najbezpieczniej powiedzieć ‚British’
    +nie wiem jak u Ciebie, ale u mnie wszyscy się do siebie uśmiechają…
    kilka dobrych dni myślałem, że może oni coś ode mnie chcę uśmiechając się w moją stronę :) No i jak chwilę na kogoś patrzysz to życzliwe ‚alright mate’ też mnie dziwiło.

    No cóż, co kraj to obyczaj.
    pozdrawiam z Bristol

    • http://www.evemarie.li/ evemarie

      Tak, ja to uwielbiam to ich „orajt?” :D wbrew pozorom Anglicy są bardzo mili i ogólnie pozytywnie nastawieni. Raczej nikt cię tutaj nie obluka z góry na dół patrząc się przy tym spod byka.
      A ja do Bristolu mam bardzo niedaleko, raz nawet spałam tam na lotnisku… haha xD

  • Oliwia Wróblewska

    ”I tak to już chyba jest w każdym domu.”
    u mnie mam wlacznik normalny zaraz przy drzwiach :)
    monety, nadal mi sprawiaja problem szczegolnie w barach po procentach :D
    dlatego portfel to mi juz peka w kieszeni z monetami :<
    okna tez mam normalne :D
    cos co jest wlasnie najbardziej wedlug mnie na plus to kluby i bary. No uwielbiam to, ze dziewczyny sa dla siebie mega sympatyczne.Obce w lazience prawia sobie komplementy. Barmani myla zamowienia ale moge im to wybaczyc bo jest glosno i sa uroczy ^^

    • http://www.evemarie.li/ evemarie

      Różnie bywa z tymi włącznikami, ale zauważyłam, że w łazience zawsze ich brak (są czasami przy drzwiach na zewnątrz) :D

      Mój kolega, który jest w Anglii już 5 lat nadal ma problem z monetami i też ich nie wydaje. Jak dla mnie to warto się tego nauczyć, żeby nam nie zalegały w portfelu (bo ciężkie to one są ^^)