Jurassic Coast i Chapmans Pool, czyli w poszukiwaniu pierwotnego życia

icon

DSC_6905

Moje pustki na blogu równają się ilości wrażeń jakich doznałam w ciągu ostatnich dni. W piątek powiedziałam stanowcze nie pubom i imprezom i zamiast tego wybrałam się na wieczorne bieganie. W sobotę też biegałam, jednak potem złapałam zaskakująco świetny nastrój i wybrałam się ze znajomymi na imprezową eskapadę. Niby nic szczególnego (w końcu te imprezy to cotygodniowa część mojego życia), jednak tym razem było zupełnie inaczej i o wiele zabawniej. Trafiliśmy na zupełnie pustą salę, na górze jakiegoś klubu, z ogromnym lustrem, sofami i głośną rytmiczną muzyką. Wyrzuciłam wszystkie negatywne emocje i skakałam jak dziecko łaknące uwagi. Porzuciłam też moje wysokie buty, świrowałam, tańczyłam na krześle i ogólnie było bardzo pozytywnie. Muszę wam powiedzieć, że odkąd przestałam podpalać, moje wychodzenie na imprezy nieco się zmieniło i nie powiem, żeby mi było łatwo się powstrzymać. Jednak odrobina niepalącego towarzystwa i życie staje się zupełnie inne!

DSC_6929

Jeżeli natomiast chodzi o niedzielę, to upłynęła mi w bardzo rodzinnej atmosferze razem z moją host family. Wspólnie wybraliśmy się na spacer po Jurassic Coast, w poszukiwaniu szczątek pierwotnego życia!

DSC_6904 DSC_6934 DSC_6939 DSC_6941

Widoki są tam cudowne i godne uwagi. Zwłaszcza jeżeli jest piękna słoneczna pogoda, a nogi można zamoczyć w chłodnawej wodzie!

feet

DSC_6985 DSC_6949 DSC_6951 DSC_6962 DSC_6965 DSC_6995

Jak wspominałam na facebooku, mój pierwszy wyjazd do tego miejsca odbył  się w zeszłym roku w październiku i obfitował w równie piękną pogodę. Jeżeli będziecie mieli okazję, to serdecznie polecam wybranie się na wycieczkę z wioski Worth Matravers, pójście jednym ze szlaków, a w drodze powrotnej wstąpienie do niezwykle klimatycznego pubu The Square and Compass. Jest to pub, w którym serwuję się większą ilość napoi alkoholowych niż dań w menu. Właściwie w menu są tylko dwa rodzaje pastries. Ja akurat próbowałam pastry z warzywami i serem. Ten smak jest naprawdę niezapomniany! A jeżeli chodzi o coś do picia, to można zamówić domowej roboty cider. Ja wybrałam medium (nie za słodki i nie za cierpki), a właściwie to ze względu na nazwę Eves Idea :D

DSC_6996 DSC_7008 DSC_7010 DSC_7013 DSC_7016 DSC_7019 DSC_7024

Warto również czasem zostać i posłuchać folkowej muzyki, która jest tam grana dosyć regularnie. Za pierwszym razem, w październiku, trafiliśmy na konkurs dyniowy i niesamowicie skoczną muzykę. Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby to miejsce było puste. Być może tyle ludzi jest tylko w weekend, ale są to naprawdę ciekawi miłośnicy wędrówek, którzy przychodzą tu całymi grupkami, aby cieszyć się naturą z daleka od cywilizacji. Miejsce trochę przeniosło mnie w czasie i zauroczyło swoją wiejskością.

Jeżeli chodzi o nawiązanie do tematu, to znalazłam parę skamieniałości, które ładnie zdobią moją szafkę. Jak widać też na powyższym zdjęciu, można zajrzeć do małego muzeum, w którym są udostępnione okazy znalezione przez mieszkańców. Wcale nie jest tak trudno wypatrzyć swoją pamiątkę, jako że Jurassic Coast obfituje w pozostałości z pierwotnego życia. Polecam wszystkim tym, którzy chcą zakosztować trochę raju w „szarej” Wielkiej Brytanii. Kolejnym morskim przystankiem będzie pewnie Durdle Door, czyli niesamowite miejsce kręcenia Piratów z Karaibów, oblegane przez turystów!  (taka mała ciekawostka: do Durdle Door wybraliśmy się 31 grudnia zeszłego roku, ale pogoda uniemożliwiła nam dostanie się do naszego celu. Byliśmy cali mokrzy, przemarznięci, porwani wiatrem i jedynym o czym tylko marzyliśmy, to ciepłe kakao i suche ciuchy. Poniższe zdjęcie na pewno odda wam klimat tamtego dnia!)

DSC_2780

 

podpis

  • cruxinterpretum.blogspot.com

    niektóre zdjęcia są genialne!