nowe życie na wiosnę

aka

45605077

Tak, przyda się wpuścić więcej życia do bloga, bo trochę to wszystko podupada. To wina najbardziej depresyjnego okresu w skali roku, którym jest koniec zimy. I wcale bym się nie zdziwiła, gdyby luty był miesiącem samobójców. Zmienność nastrojów w tym okresie przewyższyła moje najśmielsze oczekiwania i z dnia na dzień potrafiłam się zdołować bardziej niż dziecko, które nie dostało prezentu pod choinkę.

W lutym wszystko podupadło – było zimno, tęskno za Polską, powrót do Polski, jeszcze większa tęsknota za Polską, jakieś jazdy emocjonalne niczym u gimnazjalistki, nadmierne spędzanie czasu w pubie i nieproduktywne  przeszukiwanie sieci. Tak, to był luty. I założę się, że większość z was miała podobne odczucia co do tego miesiąca.

Ale przyszedł marzec, a z nim pewna zapowiedź słońca i cieplejszych dni. Właściwie to już mogę powiedzieć, że w Anglii wiosna zagościła na dobre, jutro ma być słonecznie, a następnie ma padać  – norma. Z reguły pod koniec marca pogoda jest bardzo znośna i można porzucić trzy warstwy ciuchów. Nawet się pochwalę, że dzisiaj wyszłam w samych legginsach (i oczywiście kurtce, ale wiecie, chodzi mi o nogi) i nie było mi zimno.

Jeszcze się budzę ze snu zimowego, ale czekają mnie jak zwykle wiosenne porządki. Przede wszystkim w głowie i planach. Może nawet wypadałoby wrócić do postanowień noworocznych i choć w 30 % spełnić to co się zaplanowało :> Jest dobrze, bo pierwsza dawka energii powoli się pojawia i zaczynam ją na swój sposób wykorzystywać. Szczerze powiem, że jak widziałam dzisiaj słońce to nawet zachciało mi się biegać. Ale prawdopodobnie zadowolę się ćwiczeniami w domu jak dotychczas.

Czego mogę wam życzyć na wiosnę. Żeby lato już przyszło? Niee, wiosna jest fajna i ptaki śpiewają i są kwiatki i słońce tak bardzo nie razi, a temperatura umożliwia chodzenie w fajnych ciuchach i nie pocenie się jak świnka. Wiosna jest suuuper.

podpis